Po dalekowschodnim początku sezonu Formuła 1 zawitała do Europy. Mogłoby się wydawać, że wizycie na doskonale znanym wszystkim kierowcom i zespołom Circuit de Catalunya towarzyszy poczucie znużenia, ale pierwszy wyścig na Starym Kontynencie zawsze ma wyjątkową atmosferę. Po raz pierwszy w tym sezonie sprzęt dotarł na tor drogą lądową, przy użyciu całej flotylli ciężarówek, a zespoły wreszcie mogą rozstawić w padoku swoje przenośne siedziby. Podczas „dalekich” wyścigów panuje swojego rodzaju równość: wszystkie ekipy korzystają z jednakowych pomieszczeń, zbudowanych przez organizatora zawodów. Podczas europejskich rund padok wygląda jednak o wiele bardziej różnorodnie i kolorowo.

Równości już nie ma: potencjał finansowy zespołów można poznać po rozmiarach pomieszczeń, w których w czasie weekendu wyścigowego pracują członkowie zespołu: inżynierowie, rzecznicy prasowi czy marketingowcy. Także kolejność jest ważna: na początku padoku swoje pałace rozstawiają czołowe zespoły, a na przeciwległym końcu gnieżdżą się ekipy z końca stawki. Mają też one do dyspozycji mniejszą przestrzeń w garażach. Czołówka zeszłorocznych mistrzostw świata dysponuje nawet czterema boksami, a słabeusze muszą się zmieścić na dwa razy mniejszej przestrzeni.

Królem padoku od wielu lat niezmiennie pozostaje „Energy Station”, trzypiętrowa konstrukcja Red Bulla i Toro Rosso. Transportuje się ją kilkunastoma ciężarówkami, a montaż trwa dwa dni. W czołówce są też McLaren z lśniącym „Brand Centre”, Ferrari oraz Mercedes. Sauber korzysta z odziedziczonego po BMW białego „namiotu”, którego konstrukcja opiera się na trzech naczepach. Niektóre pomieszczenia gościnne zmieniają właścicieli: konstrukcja Lotusa do 2009 roku służyła ekipie Toyoty, po czym przejęło ją Renault – oddając swój poprzedni „motorhome” ówczesnemu Lotusowi, czyli obecnemu Caterhamowi.

Biedniejsze zespoły raczej nie mają się czym pochwalić: ich pomieszczenia służbowe i gościnne to najczęściej pojedyncza naczepa o najwyżej dwóch kondygnacjach. To i tak wielki krok naprzód – w dawnych latach wystarczało rozbić namiot obok samochodu kempingowego i rozstawić parę krzesełek, a goście i pracownicy zespołu i tak czuli się usatysfakcjonowani.