O mentalności kierowcy wyścigowego, naturalności i odczuciach za kierownicą, o słynnym wewnętrznym teście kompetencji technicznych Williamsa – Robert Kubica w długiej rozmowie, którą odbyliśmy podczas historycznego weekendu: ostatniego w dotychczasowej roli, ale już po ogłoszeniu wielkiego powrotu do ścigania w sezonie 2019. Bez zbędnych wstępów, zapraszam…

Czy to, co dzieje się teraz, traktujesz jako debiut, jako powrót czy może jako przerwanie długiej pauzy?
To trudne pytanie. Zależy, w jakiej sytuacji, bo bycie kierowcą Formuły 1 polega nie tylko na samym prowadzeniu samochodu. Z jednej strony w pewnych sytuacjach jestem debiutantem. Mam jakieś tam doświadczenie z nową generacją samochodów Formuły 1, ale wielu rzeczy też do końca nie wiem. Z drugiej strony wiem też dużo więcej niż debiutant w innych kwestiach, jak praca z zespołem Formuły 1 czy to, co jest potrzebne, by być na wysokim poziomie jako kierowca. Uważam, że jest to taka mieszanka, w zależności od sytuacji.

Czyli mentalnie nie czujesz się jak debiutant?
Mentalnie czuję się dużo lepiej niż debiutant, chociaż może łatwiej byłoby mi podchodzić do tego zadania nie wiedząc, na co się zapisałem. Jednak z wiedzą, jakie są tego plusy i minusy, moim zdaniem jest łatwiej dojść do wysokiego poziomu i pracować na nim.

Emocje są większe niż dwanaście lat temu? Można to w ogóle porównać?
Nie, ponieważ nie pamiętam, jakie miałem emocje dawno temu i tak się zastanawiam, czy w ogóle miałem jakieś emocje.

A teraz masz?
Nie.

Ale zdajesz sobie sprawę ze skali tego dokonania, ze znaczenia takiego powrotu?
Zdaję sobie sprawę z punktu widzenia człowieka, ale tak naprawdę jestem kierowcą i skupiam się na mojej pracy. Według mnie to zawsze było moim dużym plusem. A kiedy skupiasz się na czymś, to nie masz czasu na myślenie o innych rzeczach.

Zadecydowała wyścigowa mentalność, którą w mojej sytuacji musiałem odstawić trochę na bok, a nawet w pewnym momencie zdusić. Były momenty, w których wydawało się, że nie brakuje mi ścigania, ale to dlatego, że o tym nie myślałem.

Jak teraz patrzysz na ten ośmioletni okres po wypadku? To zamknięty rozdział, dzielisz go na jakieś etapy?
Na pewno były różne etapy tych ośmiu lat, myślę, że minimum cztery. Było dochodzenie do zdrowia, była rehabilitacja. Był etap rajdów, który był w tym okresie bardzo ważny, i były ostatnie dwa lata. W tym ostatnim etapie wydarzyło się wiele rzeczy, których nie widać. Wiele pracy zostało w to włożone i cieszę się z decyzji, które podjąłem w ostatnim okresie. Z drugiej strony wiem też, czym to się i jak to smakuje, więc zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwe zadanie.

Miałeś różne możliwości do wyboru. Co zadecydowało o tym, że wybrałeś drogę startów w Formule 1, mimo że jest to zespół znajdujący się aktualnie w dołku?
Zadecydowała wyścigowa mentalność, którą w mojej sytuacji musiałem odstawić trochę na bok, a nawet w pewnym momencie zdusić. Były momenty, w których wydawało się, że nie brakuje mi ścigania, ale to dlatego, że o tym nie myślałem. Kiedy już zacząłem myśleć, to musiałoby się wiele dziwnych rzeczy wydarzyć i chyba na tyle nie zwariowałem, żeby z dnia na dzień odwiesić kask na kołek, jeśli są szanse ścigania się na wysokim poziomie.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia?
Dokładnie. Im bliżej tego byłem, tym więcej o tym myślałem. Powoli zorientowałem się, że chęć ścigania wcale nie zniknęła, tylko była sobie gdzieś z boku, żeby nie przeszkadzać i nie zmuszać do podejmowania decyzji za wszelką cenę, tylko i wyłącznie z chęci ścigania się.

To bardziej spełnienie marzenia, czy osiągnięcie celu?
Marzenie nie, to tak naprawdę cel. Była to bardzo długa droga, a to jest tak naprawdę najlepsza nagroda za mnóstwo pracy, przeżycie trudnych momentów i chwil, za doping kibiców, których pozdrawiam i im dziękuję. Fajnie, że kończy się pewien okres w moim życiu, który tak naprawdę trochę mi nie pasował. Nieswojo się czułem, ale teraz, gdy tylko zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości, to zorientowałem się, że brakowało mi tych emocji, zastanawiania się, jak to będzie. Same przygotowania do Australii, gdzie postawię samochód na polach startowych, wywołują wielkie emocje i tego bardzo mi brakowało.

Rok temu było blisko, ale musiałeś spędzić sezon w roli rezerwowego…
Ten rok sporo mi dał. Mogłem pojeździć w treningach i testach, poznałem zespół i specyfikę pracy, bo Formuła 1 jest inna niż osiem lat temu. Zrozumiałem pewne sprawy i się do nich dostosowałem. Jestem lepiej przygotowany niż dwanaście miesięcy temu. Ten rok nie poszedł na marne. Gdy decydowałem się na tę rolę, zdawałem sobie sprawę z tego, jakie będę miał trudności. Oglądanie, jak ścigają się inni nie jest łatwe, ale wiedziałem, że jak będę ciężko pracował, to mi się uda.

Jesteś na pewno świadomy tego, co działo w mediach przez ostatnie dni czy tygodnie przed oficjalnym potwierdzeniem powrotu. Spałeś spokojnie?
Ostatni tygodnie były napięte. Wiele działo się za kulisami, było dużo pracy. To nie jest tak, że uścisk dłoni o wszystkim przesądza. Gdyby tak było, to jeździłbym w tym roku, ale dwanaście miesięcy temu skończyło się inaczej. Dopóki nie ma oficjalnego komunikatu, niczego nie można być pewnym.

Na odcinkach specjalnych byłem skupiony i skoncentrowany. W ogóle nie odczuwałem, że jestem inny, że mam ograniczenia. Po prostu jechałem…

Nie denerwują cię powtarzające się wciąż pytania o to, czy sobie poradzisz, czy jesteś w stanie prowadzić wyścigowe maszyny w każdej sytuacji?
Zawsze uważałem się za człowieka, który próbuje stawiać się w sytuacji innych osób. Nauczyło mnie tego życie, a szczególnie ostatnie lata. Nie wszyscy mamy takie same charaktery czy wizję życia, każdy może sobie myśleć to, co chce. Dlatego spotykam się z różnymi opiniami – nie tylko teraz, także przez ostatnie kilka lat. Miałem to szczęście, że jak do tej pory zawsze wychodziłem obronną ręką z tego wszystkiego, nawiązuję tu do rajdów. Wiem, że w pierwszym sezonie startów w rajdach moje ograniczenia nie ułatwiały mi sprawy, ale wiem też, że sama jazda znacznie przesunęła te ograniczenia, ten limit. Dlatego mam podstawy sądzić, że skoro będę mógł jeździć regularnie, to w samochodzie Formuły 1 też wszystko będzie mi przychodziło łatwiej i bardziej naturalnie. Właśnie naturalność jest tu lekarstwem, tak jest zresztą w przypadku każdego sportowca na wysokim poziomie. Po prostu trzeba robić rzeczy tak, żeby o nich nie myśleć. Rajdy to był jedyny moment, kiedy tak miałem – na odcinkach specjalnych byłem skupiony i skoncentrowany. W ogóle nie odczuwałem, że jestem inny, że mam ograniczenia. Po prostu jechałem i robiłem to, co uważałem za stosowne. Oczywiście pomagało mi też to, że w rajdach nie startowałem wcześniej. Wracając do początku pytania, takie pytania będę dostawał przez dobrych kilka lat, dopóki nie skończę jeździć – a pewnie jak skończę, to nadal będą padały. Takie jest życie i nic na to nie poradzę, ale nie odczuwam tu jakiejś specjalnej urazy.

Czy na tory Formuły 1 wróci Robert Kubica w formie z sezonu 2010, ostatniego przed wypadkiem?
Wszystko zależy od tego, jak szybko wrócę do swojego poziomu jeśli chodzi o tę naturalność jazdy. Podkreślam kolejny raz, że kierowca nie tylko prowadzi samochód. Na wszystko składa się zespół, ludzie pracujący dookoła, otoczenie, oczywiście też twoja forma i jazda, ale też sposób pracy. Na pewno w przyszłym roku bardzo ważna będzie właśnie współpraca z zespołem, osiągi nowego samochodu i postępy we właściwym kierunku. Tak naprawdę to jest podstawa. W sezonie 2010, który uważam za swój najlepszy, na początku nasz samochód nie spisywał się szczególnie super, ale poszliśmy w zupełnie innym kierunku jeśli chodzi o jego ustawienia i całą wizję tego, co auto powinno robić. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę, ale potrzebna była szybka reakcja zespołu, przekonanie go, że jest to właściwa droga, oraz wiara, że możemy to osiągnąć. To są bardzo ważne rzeczy. Ja ze swojej strony będę starał się wykonać zadanie jak najlepiej, ale powrót na poziom, na którym byłem, wymaga wielu rzeczy i sporej pracy, nie tylko mojej.

Ja nie wykonywałem żadnych testów i egzaminów. Jakoś się prześlizgnąłem, może akurat nie było mnie na tych zajęciach!

Wracasz jako drugi najstarszy kierowca w stawce…
Ale plus też jest taki, że mam przejechane o sześć sezonów mniej niż ten najstarszy, czyli jestem jeszcze młody! Plusem też jest to, że jestem tylko o miesiąc starszy niż Lewis, który jest chyba w swojej szczytowej formie, tak więc akurat jakoś na to nie patrzę.

Zespół bardzo liczy na twoje wsparcie techniczne, ale to podobno Siergiej Sirotkin uzyskał najlepszy wynik w wewnętrznym teście Williamsa na biegłość techniczną, bijąc dawny rekord Nico Rosberga. Tobie jak poszło?
Ja nie wykonywałem żadnych testów i egzaminów. Jakoś się prześlizgnąłem, może akurat nie było mnie na tych zajęciach!

Claire Williams mówi też, że twoje szczere i bezpośrednie uwagi pomogą zmotywować zespół. Jesteś gotowy, by pociągnąć ekipę naprzód?
Ja nie mam z tym problemów i akurat to jest fajne, ale powtarzam, że do pociągania wszystkiego potrzebni są odpowiedni ludzie dookoła. Mam nadzieję, że przyszły sezon przyniesie motywację i także nada zespołowi kierunek, w którym trzeba podążać, żeby sytuacja była lepsza niż w tym roku.

Czy ten powrót to twoje największe osiągnięcie?
Jedno z większych. Jako człowieka poza wyścigami, jako Roberta, to największe osiągnięcie. Jeśli chodzi o mnie jako kierowcę, to jest to jedno z większych, ale były większe.

18 KOMENTARZE

  1. Mikołaj a co sądzisz o takim scenariuszu, że Robert wypada słabiej od Georga Russela ( oczywiście nie chciałbym tego i nie wierzę w to ale… życie różne bywa)

    • Będziemy się tym martwić jak tak będzie, teraz nie ma co produkować obaw :-), ale biorąc pod uwagę kim jest Robert, to szanse na to że będzie lepszy od Roberta są małe.

      • to była by katastrofa ale szanse są minimalne sądząc po doświadczeniu i czasach jakie obecnie uzyskuje, podobno wewnątrz teamu były analizy i już podobno był szybszy od Strolla i Sirotkina kontra Russel z zerowym doświadczeniem….i wiadomo qual musi być po stronie Roberta

  2. Robert jest Wielki to wiemy mam nadzieję że wszyscy ale Mikołaj tobie też należą się wielkie słowa uznania , robotę którą wykonujesz dla nas jest nie oceniona. Mam nadzieję że uda mi się podziękować ci osobiście … Kiedyś 🙂

  3. Panie Mikołaju, ze swojej strony chcialem podziekowac za naprawde rzetelna robote. W ostatnich latach wiele na temat powrotu Roberta sie czytalo dziwnych informacji autorstwa dziennikarzy (najczesciej polskich), ale zawsze czekalem na informacje od Pana, bo realnie podchodzi Pan do wielu tematow a nie życzeniowo. Powodzenia w dalszej pracy i wielu emocjonujących chwil w przyszlym roku. Pozdrawiam

  4. Ciekaw jestem kiedy powstanie film, bo co do tego że to historia na doskonały film nie mam żadnych wątpliwości 😉 Panie Mikołaju niech pan zbiera materiały bo na pewno kiedyś się przydadzą. F1 pełne jest wielkich osobowości a mimo to taki Niki Lauda trafia się raz na kilka pokoleń, a my mamy swojego.

  5. Chciałbym jeszcze przeczytać jakiś artykuł p. Smoczyńskiego na temat powrotu Roberta. Ciekaw jestem jaki jest jego pogląd na tę sprawę.

  6. Coś te emocje się nie zgadzają 😉

    A teraz masz?
    Nie.

    Same przygotowania do Australii, gdzie postawię samochód na polach startowych, wywołują wielkie emocje i tego bardzo mi brakowało.

  7. Panie REDAKTORZE – RESPECT ! ŻYWE KOMPEDIUM F1 to Pan.A Robertowi dajmy chwilę niech sobie teraz odsapnie od tych dziennikarskich i kibicych dociekliwości(a kto ciekaw-niech przewinie spisane karty historii).Dajmy Robertowi podładować akumulatory (MGU-H ,MGU-K).Pozdrawiam !🇵🇱🏎👍!!!

  8. Zostawcie pana Sokoła w spokoju… to jego praca, a przyjaźń z Robertem jest tylko katalizatorem właściwej relacji obu panów.
    Nie będzie łatwo wspinać się po drabinie z niezbyt pewnie zamocowanymi szczeblami. Ustabilizowanie tychże pozwoli na coś więcej niż tylko podziwianie drabiny jako takiej.

  9. Dzięki Panie Mikołaju super wywiad zawsze czekam na wieści od pana bo wiem ze prawda pan pisze. Ale jestem zadowolony z powrotu Roberta do F1.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here