Było emocjonalnie, teraz czas na chłodne podejście. Co tak naprawdę oznaczał test na Hungaroringu w wykonaniu Roberta Kubicy? Jakie będą kolejne kroki? Wyobraźnia podpowiada przeróżne scenariusze, ale sądzę, że skoro główny bohater na przełomowe wydarzenia czekał i pracował kilka lat, to pośpiech na finiszu nikogo nie zbawi. Cytując ludowe mądrości dwóch niedalekich krajów, które mocno odcisnęły swoje piętno na naszej historii – „Langsam, langsam aber sicher” oraz „тише едешь, дальше будешь”. Spa, Monza, Abu Zabi, piątek, pełny weekend, sezon 2018 – jakie to ma znaczenie, gdy pół roku temu z pocałowaniem ręki braliśmy test w samochodzie GP3. Jasne, apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale lepiej nie nabawić się niestrawności.

Test na Hungaroringu był piekielnie ważny dla obu stron. Tę trzecią, czyli nas – a więc Was, drodzy kibice – niestety muszę w tym równaniu pominąć, my „tylko” obserwujemy. Ale pięknie Wam dziękuję za niesamowite wsparcie, które zdumiało i zadziwiło wielu kolegów po fachu, którzy napatrzyli się już wielokrotnie na to, co potrafią prawdziwie oddani kibice już w sportowym życiu widzieli. Atmosferą na trybunie naprzeciw garażu Renault pozytywnie zszokowani byli nawet Holendrzy, którzy widzieli już niejedno w wykonaniu pełnych pasji fanów Maksa Verstappena. Wy przebiliście wszystkich, stokrotne dzięki – także za miłe spotkanie podczas tego wspaniałego dnia. Oby więcej takich…

Na 101%
Właśnie, więcej takich… Dla Roberta Kubicy był to ważny sprawdzian: po raz pierwszy za kierownicą prawdziwej, aktualnej maszyny, a nie wirtualnego samochodu na siłownikach. Bardzo trudne warunki: upał, rozgrzany asfalt, nagumowany po całym wyścigowym weekendzie i jeszcze jednym dniu testów. Kręty tor – bez szczególnie ciasnych nawrotów, ale też i bez czasu na odpoczynek. Liczby w postaci pokonanego dystansu mówią, że egzamin został zdany celująco.

Jednak tylko Robert wie, ile wysiłku go to kosztowało. Było ciężko, ale tak też miało być – skoro poradził sobie z takim dniem, to pełny weekend Grand Prix nie powinien stanowić zbyt poważnego wyzwania jeśli chodzi o samą jazdę i obciążenia fizyczne. To ważne, bo jeśli ten człowiek nie będzie pewny na 101%, że sprosta zadaniu, to nie będzie się go podejmował – przede wszystkim z szacunku dla zespołu i ludzi, którzy pokładają w nim nadzieję. Pamiętacie temat fabrycznego Citroena w WRC? No właśnie…

Skoro przeżycia z połowy dnia wystarczyły, by poczuć się znacznie lepiej w kokpicie w popołudniowej sesji, to co dopiero analizy z całego testu, trochę czasu na relaks i nabranie dystansu… Czasu potrzebnego, by dokładnie określić swój aktualny stan i pozycję. Wiem, że mnie zakrzyczycie, ale naprawdę nie ma gdzie się spieszyć. Jeśli można poświęcić jeszcze trochę czasu na lepsze przygotowanie się w jakimkolwiek obszarze, nad którym można pracować poza kokpitem aktualnego samochodu Formuły 1, to grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Oznaki z testu są pozytywne, ale pełny obraz zna tylko jeden człowiek. Jak sam mówi, zaufajmy mu.

Bez symulacji kwalifikacji
Ten sam człowiek mówił, że najważniejsze będą rzeczy niewidoczne gołym okiem. Na pewno nie czasy okrążeń. Ekscytowano się różnymi porównaniami, gdybano na temat czerwonych flag i fioletowych opon. Jednak z tego co wiem, w zespole nie planowano ataku na czas jednego okrążenia. Porównywano tempo na różnych mieszankach ogumienia, czyli w domyśle należy zakładać w miarę równe obciążenie paliwem na miękkich, supermiękkich, ultramiękkich… tak, aby ocenić osiągi w zbliżonych warunkach, biorąc rzecz jasna poprawkę na warunki i stan toru.

To zresztą doskonały scenariusz jeśli chodzi o sprawdzenie tempa kierowcy. Łatwiej bowiem porównać przejazdy tego samego kierowcy w tym samym samochodzie ze zbliżonym obciążeniem paliwem (plus/minus wspomniana poprawka), ale na różnych oponach, niż sprawdzać czas „na pusto” z rezultatami innych zawodników: różnym samochodami, o różnych porach dnia i różnych programach. Stoper daje jednoznaczną odpowiedź dopiero podczas kwalifikacji, gdy wszyscy mają takie samo zadanie do wykonania w tym samym momencie. Ponadto zespół skupiał się na pracach pod kątem poprawek w samochodzie – też zrozumiałe, skoro dzień jazd Kubicy stanowił 25% wszystkich testów w trakcie sezonu – nie tracąc czasu na szlifowanie ustawień pod kątem zawodnika, który jak świetnie wiemy, potrafi być pod tym względem wymagający.

Przechodząc do drugiej zainteresowanej strony, taki plan pracy był także optymalny z punktu widzenia Renault. Wyobraźcie sobie, że rzetelna próba kwalifikacji daje pierwszy czas dnia lub całych testów… Presja w stronę sami-wiecie-jakiej decyzji ze strony zespołu byłaby jeszcze większa. Rzeczywiste rezultaty testu, oczywiste dla wtajemniczonych, wywołały rzecz jasna pozytywną burzę, ale pomyślcie tylko, co by było, gdyby dodatkowo „w świat” poszedł rewelacyjny czas jednego okrążenia.

Dylemat Renault
Tak naprawdę sytuacja ekipy nie jest wcale taka prosta. Nie wiem, czy zdawali sobie sprawę, w co się pakują… Dajcie Kubicy palec, a złapie całą rękę i odgryzie przy samej… No, sami wiecie, gdzie. Nawet jeśli Walencja miała być „tylko prezentem i symboliczną klamrą spajającą nasze relacje i niedokończone interesy” (tak, jasne…), to od tamtej pory wydarzenia nabrały tempa… godnego Formuły 1. Mając kontrakty na ten sezon, do tego przynoszące korzyści finansowe zespołowi, Renault postawiło się w rozkosznie niewygodnej sytuacji. Z jednej strony pewnie chcieliby jak najszybciej sprawdzić, czy „opcja Kubica” jest bezpieczna na sezon 2018 – a najlepszym sposobem jest wyścigowy weekend jeszcze w tym roku – a z drugiej mają swoje zobowiązania i stąpają po naprawdę cienkim lodzie.

Nie wiem, czy większego zysku netto nie przyniosłoby jak najszybsze umieszczenie w kokpicie kierowcy, który dowoziłby punkty – bo dopóki nie zostanie to sprawdzone doświadczalnie, to możemy sobie tylko gdybać, ile tych punktów by było. Wiemy za to, że nawet jedno miejsce do góry w klasyfikacji konstruktorów (a gdyby obaj kierowcy Renault punktowali na takim samym poziomie, to ekipa byłaby na piątym, a nie na ósmym miejscu) w tych rejonach stawki to lekko licząc trzy miliony dolarów w premiach za sezon.

Gra jest zatem warta świeczki i z punktu widzenia zespołu nie ma właściwie nic do stracenia: szansa na jakieś punkty w tym roku plus upewnienie się, że nowy kierowca to dobra opcja na kolejne lata. W idealnym świecie tak wyglądałby kolejny krok oceny pod kątem przyszłości – co ciekawe, w sumie nie stojący w sprzeczności z szeroko cytowanymi słowami szefa zespołu Cyrila Abiteboula o średnio- i długoterminowym planie odnośnie Roberta oraz o aktualnej sytuacji z zakontraktowanymi kierowcami.

Do trzech razy sztuka?
Pod kątem sezonu 2018 na giełdzie nazwisk pojawia się jednak więcej kierowców. Nad tymi najbardziej realnymi i doświadczonymi Kubica ma jedną przewagę: kontrakty Estebana Ocona i Carlosa Sainza trzeba wykupić, odpowiednio z Force India i Toro Rosso (czyli z Red Bulla). Ich posiadacze pewnie chętnie przyjęliby zastrzyk gotówki, ale do tanga trzeba dwojga… Słyszałem zresztą, że nad pogłoskami o zainteresowaniu Oconem (co w sumie dziwić nie może, zainteresowana nim powinna być przynajmniej połowa stawki) ze strony Renault stoi przede wszystkim… menedżer Francuza. Dwa plus dwa plus typowy w takich sytuacjach czynnik paszportu musi dać oczywisty wynik, jakże niespodziewany w wyścigowym sezonie ogórkowym…

Jeśli w zespole przeważy zdanie inżynierów, to sądzę, że nie ma czego się obawiać i czekają nas piękne chwile. Są tam jeszcze ludzie, którzy pamiętają, co się stało w 2005 roku po innym przełomowym teście. Chociażby Pat Symonds, który co prawda nigdy nie pracował z Robertem, ale ma na jego temat wyrobione zdanie i tak wspominał dwa lata temu moment, w którym Renault po raz drugi wypuściło Kubicę z rąk (materiał trochę archiwalny, ale gorąco polecam i zapewniam, że nie będziecie żałować kolejnych kilku minut życia). Do trzech razy sztuka?

Gratuluję tym, którzy dobrnęli do tego miejsca i w podzięce krótkie podsumowanie: test na Węgrzech przybliżył, a nie oddalił wielki cel. Sam w sobie okazał się być nie końcem, lecz początkiem kolejnego etapu (a przecież mógł okazać się barierą, na której wszystko się kończy). Zespołowi może zależeć na wczesnym sprawdzeniu kierowcy w prawdziwych warunkach bojowych, ale sam zawodnik być może woli podejść do tematu bardziej na spokojnie. Mówi nawet, że niespecjalnie się zmartwi, jeśli wielka szansa miałaby nie nadejść, skoro i tak wszystko to, do czego już doszedł, jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. Oczywiście nie będzie specjalnie bronił się przed tą wielką szansą, ale stawi czoła pełnemu wyzwaniu tylko jeśli będzie stuprocentowo przekonany, że nie zawiedzie nikogo – nie tylko siebie, ale też zespołu i Was. Zaufajmy mu.

31 KOMENTARZE

  1. Dziękujemy p. Mikołaju że podał Pan potwierdzenie testów jako pierwszy. Piękne słowa!!! Warto było tam być, MEGA dzień dla wielu, i dziękuję za przybitą piątkę, niestety ze zdjęcia Pan się wymiksował, ale Patryk i Filip zostali:-) Do zobaczenia przy kolejnym występie Roberta!

  2. Moim zdanie tutaj nie ma żadnego przypadku, czy dawania prezentu Kubicy. Sentymentów nie ma w F1. Palmer nie przynosi punktów od początku sezonu. Zespół (reklamodawcy) zatrudniający Kubicę zyskuje dwukrotnie, lub nawę trzykrotnie w porównaniu do obecnego stanu. Reno nie inwestowałoby w Kubice bez powodu takich pieniędzy. Kubica wystartuje jeszcze w tym roku bo już to jest zaklepane. Trzeba by było być głupcem żeby czekać do przyszłego sezonu. Teraz można dużo zyskać piarowo, ale przedewszystkim finansowo przy Kubicy. A szef Reno jak był Pinokiem to by miał nos jak aleja serwisowa. Pozdrowienia dla wszyskich Kubicomaniaków. Gdybym nie był pewny to bym live timingu nie wykupywałbym w App Store, i nic się nie dzieje z przypadku.

  3. Hmm czytając wypowiedzi Pata z przed lat, zastanawiam się – oczywiście wiem że teraz renault może być innym zespolem, ale czy na pewno? – zastanawiam sie wreszcie czy to ten zespół w którym powinien sie pojawić, teoretycznie innej szansy na ten rok nie ma, ale myślę że ten rok jest raczej sprawdzianem – obym się mylił ( bo sam tego chce – RK w ’17 w F1) ale jest tak wiele decyzji ze warto po prostu czekać ale nie wiązać się z Renault 3 razy już kombinuja i kombinuja i na razie wielki balon napompowali byle by tylko ich nie zmiotl podmuch gdy balon pęknie

  4. Po przeczytaniu wywiadu z RK we wrzesniowym F1 racing jestem spokojny.
    Tak jak MS wczoraj(?) pisal, RK przy kierowcach ktorzy testowali na Hungaroring to gosc z ulicy(6 lat przerwy!!) a itak wpadl i pozamiatal chlopakami 🙂
    Ja mu ufam i w niego wierze od czasow Eskulap euskadi.Po wypadku tez wierzylem ze wroci,nigdy sam nie powiedzial ze powrot jest wykluczony i ja mu wierzylem!
    ps Mikolaj jakis art o Halo da rade? ciekawi mnie Twoje spojrzenie na sytuacje.Ale szczere 🙂

  5. Nie można mówić, że jakby nie było Palmera, a inny, punktujący zawodnik, to zespół byłby wyżej i miałby szansę na większa premię na koniec sezonu z kasy FOM. Jo przynosi przecież sensowny budżet za sprawą swojego ojca. Williams też traci przez Lanca, bo trochę mu zajęło otwarcie swojego dorobku punktowego i nadal w normalnych warunkach raczej jest poza walką pomijając szalone Baku. Z nawiązką Williams zyskuje również dzięki bogatemu ojcu Strolla, więc mogą pozwolić sobie na stratę z kasy FOM za niszą pozycję na koniec roku. Renault moze i sprawdza Roberta, może zrobiło miły prezent gdy pierwszy raz z nim testowali w tym roku w Walencji, ale dobrze wiedzą, że marketingowo się to opłaca. Informacje o nie nienagłaśnianie sprawy do mnie nie trafiają, bo wiadomo było, że będzie medialny szum i lepiej to wygląda jeśli info same wypłynie niż gdyby mieliby starannie przygotowywać scenariusz testów w Walencji z wieloma dziennikarzami z całego świata.

    • Renault jest zespołem fabrycznym, celującym w tytuł, więcej płacą Hulkenbergowi niż przynosi Palmer. Sytuacja zupełnie nieporównywalna do Williamsa. Poza tym gdyby Palmer przywiózł połowę punktów Hulkenberga, to zespół awansowałby o dwie pozycje w tabeli i z funduszu nagród zyskałby odpowiednio więcej (nie wspominając, że dla zespołu ważniejsza jest pozycja niż pieniądze).

      • I jakby nie patrzeć to razem z Palmerem może wylecieć Abiteboul. Bo ciągle powtarza, że to miejsce jest niedopuszczalne i muszą zdobywać więcej punktów. Widać już duże naciski idą z „góry” skoro o takich rzeczach ciągle mówi w mediach.

  6. Na mój gust, póki co, Kubica powinien pojawiać się na każdym GP i mieć kask gdzieś pod ręką. A nuż Massa znowu zachoruje. A nuż Kwiat dostanie kilka punkcików. A nuż Hamiltona poniesie melanż 😀 A i Palmera może dopaść jakiś uraz. Ot choćby w treningu po raz n-ty rozbije samochód i może się uszkodzić niczym Wehrlein podczas RoC. I wtedy potrzebny będzie zastępca. 🙂

  7. Panie Mikołaju, dzięki za bardzo sympatyczny tekst. A skoro już się poznaliśmy na Hungaroringu to jak będzie Pan w okolicy Wir – zapraszam. Wpadnie Pan na kawusię i pogadamy o A.J. Litwin, N. Lengyel, J. Śmiłowskim i paru innych, którzy chyba zaszczepili nam wspólną pasję.

  8. Jak go nie będzie w składzie w przyszłym roku w F1 to znaczy, że nie ma miejsca na ludzkie historie. Ma tempo, ma kondycję, jest w idealnym wieku… Mam nadzieję, że ktoś zaryzykuje jak w 2005 roku i da mu szansę a wtedy RK odpłaci się z nawiązką…

  9. A mnie wychodzi, że RK powinien pojechać teraz jeden weekend, ale nie za JP tylko za NH.
    Dlaczego?
    Żaden kierowca w RS nie walczy już o indywidualną pozycje, więc NH nic nie straci (jeśli tyle GP nie podniosło jego umiejętności to i brak jednego GP ich nie obniży) .
    A zastąpienie NH będzie bezpośrednim testem RK vs JP. I da wiele odpowiedzi. Równocześnie JP będzie wiedział co ma zrobić jeśli RK zapunktowałby, a on jak zwykle…
    Także dla NH byłoby to dobre, bo i jego motywacja z różnych przyczyn by wzrosła. W końcu może pośrednio, ale RK pokazałby ile on może wycisnąć z RS17.
    Przy okazji nie naruszałoby to umowy JP i nie byłoby całego bajzlu z sądami i odszkodowaniami…
    😉 to może dlatego na testach RK dostał bolid RH, a wróżbą była ta tablica…

  10. Generalnie to niezwykle ucieszył mnie ten artykuł. Jak każdy na tej stronie. Patrzę na te wszystkie wpisy powyżej (takich ludzi jak ja – może nieco odmiennie myślących) i wydaje mi się, że kierowanie się samym rozumem w ocenie sytuacji i faktów jest ryzykowne. Wszyscy przecież wiemy, że F1 to nie jest sport, tylko jak to celnie nazywa Bernie „Cyrk”. Czasy okrążeni, szybkość kierowcy, jego profesjonalizm, jego umiejętności techniczne mogą być w cenie ale wcale nie muszą. Na bank te przymioty nie będą podstawą do podejmowania decyzji o zatrudnieniu kierowcy. Zobaczcie jak to dokładnie wygląda. Jaką wartość ma obecnie Robert dla obecnych zespołów. Dla prywatnych zespołów z końca i środka raczej marną, bo tam liczy się przede wszystkim kasa na funkcjonowanie i przetrwanie a Rober im jej nie zapewni. Dla zespołów czołowych też Robert nie jest zawodnikiem szczególnie interesującym. Po pierwsze dlatego, że czołowe zespoły są mega upolitycznione i mają miliony zobowiązań PR-owo – marketingowych gdzie kontraktów podpisanych na następne kilka lat jest pełno i ciężko się z nich „na szybko” wyplątać. Po drugie czołowe zespoły mają naprawdę dobrych kierowców sprawdzonych w boju i zintegrowanych doskonale z ekipami. Ryzyko ich zmiany na bądź co bądź inwalidę jest dosyć wysokie. Jedyna szansa dla Roberta to porządna ekipa z budżetem i aspiracjami, która szuka wyników a czołowi kierowcy się do niej nie palą (bo obecnie ma kiepskie auto). Na placu boju pozostaje w takim przypadku tylko Renault i McLaren. Tylko albo i aż. To są tak naprawdę zaledwie 4 miejscówki z czego 2 są już na kolejny sezon zajęte a kolejne 2 maksymalnie upolitycznione licznymi układami i kontraktami. Niewiadomą dla mnie pozostaje wartość marketingowa Roberta. Odnoszenie w przyszłości sukcesów (nawet pomniejszych) przez kierowcę takiego kalibru, z takimi trudnościami jakie pokonał i z taką wolą walki jest według mnie bardzo łakomym kąskiem. Szczególnie dla zespołów fabrycznych, które każdą tego typu historię są w stanie wykorzystać do zwiększenia sprzedaży swoich produktów na całym świecie. Na ile jednak może to być czynnikiem decydującym ciężko sensownie określić. Na pewno nikt oprócz strategów sprzedażowych w ekipach fabrycznych nie jest w stanie na to pytanie odpowiedzieć.

    • Trzeba zwrócić uwagę że sprzedaż Reno może realnie wzrosnąć w Polsce, bo niestety Polaków bardziej stać na nowe Renówki niż Mercedesy, czy Mclarenów😉. Z Robertem tylko Reno wie jak wygląda sytuacja z szybkością. My tylko możemy przypuszczać. Robert ma jeszcze cenną zaletę, że ma zmysł inżyniera potrafi z całego pakietu wycisnąć maksa, a nie wszyscy kierowcy to potrafią, a przy tym jest bardzo upierdliwy. Nie idzie na kompromisy.

  11. Hah, z tą ogryzaną ręką to Ci się Mikołaj udało!
    Można było napisać nieco delikatniej, np. że wyniki było widać jak na dłoni 😉

    Pozdrawiam i ściskam obydwa kciuki za RK.

  12. Zakladam ze priorytetem jest teraz osiagniecie sukcesow po powrocie do F1 (opierajac sie na zalozeniu ze forma sprzed wypadku jest do odzyskania).

    Osobiscie nie widze lepszej drogi niz natychmiastowe zastapienie Palmera, ale moze Kubica widzi wiecej i woli skupic sie na rozwoju bolidu na przyszly sezon i dalszym szlifowaniem formy fizycznej.

    Moze tez Renault wciaz marzy o Alonso, a moze ojciec Palmera dobrze wiedzial na co stac syna i wpisal do kontraktu jakas bolesna klauzule na wypadek zmiany kierowcy podczas sezonu.

    Tak czy owak fajnie moc sobie pospekulowac i poczytac co jakis czas nowosci.

  13. Jak takiemu Człowiekowi nie wierzyc? Po tym co już dokonał i na co jeszcze są piękne widoki 😉 Czekam ze spokojem. Kiedy i gdzie to tylko kwestia czasu. KUB wrócił a F1 go kocha, to widac, słychac i czuc. Mikołaj będzie miał mnóstwo roboty, bo będzie o czym pisac.

  14. Panie Mikołaju,

    Czy wiadomo jaki program poprawek realizowało Renault podczas testów z Kubicą i w jaki stopniu Kubica pomógł w rozwoju auta?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here