Od tamtego roku jest to dla mnie pewien rytuał. 1 maja zawsze znajduję czas, żeby pobyć sam na sam z pamięcią o człowieku, który siłą swojego talentu i nietuzinkową osobowością wywarł na mnie i moje życie tak potężny wpływ.

Legendę Ayrtona Senny chyba najlepiej ilustruje to, że kiedy na horyzoncie pojawia się jakiejś szczególnej urody talent, natychmiast słychać głosy, że mamy do czynienia z kimś na miarę Senny. Nie Alaina Prosta, Nikiego Laudy, Jima Clarka, Juana Manuela Fangio, czy Michaela Schumachera, tylko Senny. Ostatnio na tapecie jest Max Verstappen, który przyszedł na świat trzy lata po tym czarnym weekendzie na torze Imola. No cóż, podobieństwa niebywale występują, ale różnic też jest niemało i tak naprawdę w F1 nigdy nie będzie już nikogo takiego jak Ayrton, z całą paletą jego zalet, niebywałych umiejętności za kierownicą wyścigowego samochodu, ale też rys na wizerunku. Zresztą czy o to chodzi?

Jak każdy geniusz, Senna był pełen kontrastów i wymykał się jednoznacznym ocenom. Z jednej strony były miliony ludzi porwanych jego talentem i czarującą osobowością, ale nie brakowało i takich, którzy uważali, że na torze jest zbyt agresywny i wręcz zarzucali mu skłonności makiaweliczne. Trochę jak doktor Jekyll i pan Hyde.

Na czym polegała wyjątkowość tego człowieka? Myślę, że najlepiej oddać głos tym, którzy mieli okazję skrzyżować z nim swoje ścieżki. Zapraszam do lektury.

Gorące serce, zimna krew
Za kierownicą samochodu wyścigowego Ayrton Senna był nieustępliwy i bezwzględny (ba, w walce z Prostem nie cofał się nawet przed najbardziej radykalnymi środkami), w trudnych sytuacjach jego troska o innych kierowców wywoływała głębokie poruszenie. Doskonale świadczą o tym wydarzenia z 1992 roku, gdy na torze Spa-Francorchamps rozbił się Eric Comas. Senna natychmiast zatrzymał swojego McLarena i pobiegł w kierunku Francuza, przytrzymując jego głowę do czasu przybycia profesora Sida Watkinsa. Jak podkreślał później Comas, Ayrton prawdopodobnie uratował mu życie.

Ciekawy obraz wyłania się z wydarzeń, które miały miejsce dwa lata wcześniej na torze w Jerez de la Frontera. Gdy rozbił się Martin Donnelly, Brazylijczyk ruszył na miejsce kraksy, przyglądał się akcji ratunkowej, po czym zachowując zimną krew wyjechał na tor i sięgnął po pole position. – Ayrton widział, jak profesor Watkins prowadzi akcję ratunkową. Nie wiedziałem, że tam był. Po wszystkim wrócił do garażu i wykręcił najszybsze okrążenie w dziejach Jerez. Kto jest zdolny do czegoś podobnego? Jaki człowiek jest w stanie oglądać walkę człowieka o życie, a następnie wsiada do samochodu, zamka wizjer kasku i składa takie okrążenie? Z jednej strony Ayrton był troskliwy, z drugiej całkowicie bezwzględny i oddany swojej pasji – podkreślał Martin Donnelly.

Te same momenty przywołał Ed Devlin, właściciel Ed’s Café, knajpki, której Senna bywał częstym gościem. – Przyjechałem do Jerez z Martinem. W centrum medycznym zjawił się Derek Warwick, kolega Martina z ekipy Lotusa. Przyszedł jeszcze Senna. Wszedł, złapał go za rękę, powiedział coś pod nosem, po czym wychodząc objął mnie, mówiąc: „Nie martw się, Ed. Wszystko będzie w porządku” – mówił po latach Devlin.

Człowieczeństwo
Największym gwiazdom F1 często uderza do głowy woda sodowa. Sennie, ze względu na cechy charakteru, wychowanie, ale także religijność, nigdy to nie groziło. Co więcej, pomimo jego niewiarygodnych osiągnięć i statusu gwiazdy, Brazylijczyk pozostał szczerym, prostolinijnym człowiekiem, który miał czas dla wszystkich.

– Przypomina mi się historia, która ilustruje wielkość Ayrtona jako człowieka – przyznał kiedyś Eric Bernard, który w latach 90. ścigał się w Formule 1. – Po wypadku w Japonii w 1991 roku wróciłem do F1 dopiero trzy lata później. Pierwszy wyścig odbywał się w Brazylii, potem ścigaliśmy się za kolei z Japonii. Tam przyszedł do mnie Ayrton i powiedział: „Słuchaj Eric, w Brazylii byłem zajęty, więc nie mogłem z tobą porozmawiać. Wiesz jak to jest, domowy wyścig, wokół mnóstwo ludzi, presja. Przychodzę teraz, bo chciałem ci powiedzieć, że brakowało nam ciebie”. To było zaskakujące, a jednocześnie poruszające. Był trzykrotnym mistrzem świata, wspaniałym człowiekiem. Ze względu na jego status był ostatnim kierowcą, którego mogłem się spodziewać, tymczasem tylko on przyszedł się ze mną zobaczyć. Myślę, że to mówi wszystko o Ayrtonie.

Wiem, kim jesteś
Brazylijczyk często ujmował ludzi swoją uprzejmością. Jedną z osób, które miały okazję przekonać się o tym, był Derek Daly, były kierowca F1, a później komentator telewizyjny. Właśnie w tej drugiej roli Irlandczyk zjawił się na torze Kyalami w 1993 roku. – Stałem na zewnątrz garażu McLarena, czekając na Michaela Andrettiego. Ayrton wszedł tylnym drzwiami. Rozejrzał się i zobaczywszy mnie, ruszył w moim kierunku, omijając samochody, skrzynki z narzędziami i mechaników. Wyciągnął rękę i powiedział: „Cześć, jestem Ayrton Senna”. Pomyślałem, że z kimś mnie pomylił! W duchu zastanawiałem się, czemu taki mistrz, uwielbiana gwiazda, wychodzi do mnie, żeby pogadać? Byłem tym zupełnie przytłoczony i trochę mnie zatkało. Zdołałem tylko wydusić: cześć, nazywam się Derek Daly. Miło cię spotkać. Gdy odszedł, byłem przekonany, że pomylił mnie z kimś – opowiadał Daly.

– Potem przyjechałem na Donington Park – kontynuował. – Podczas jednej z deszczowych sesji znowu stałem na zewnątrz garażu. Ayrton podszedł, stanął obok mnie. Zdobyłem się na odwagę i zapytałem: „Ayrton, czy ty wiesz kim jestem?”. Odparł: „Tak, znam cię z telewizji, ale też z Formuły 1”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że on ogląda telewizyjne relacje z wyścigów IndyCar, które robiłem, zna historię F1 i wie, że jeździłem dla Williamsa chwilę przed tym, jak on z nimi testował. Byłem oszołomiony tym, że człowiek takiego formatu znajduje czas, żeby mi się przedstawić. To postawiło go na zupełnie innym poziomie. Byłem zdumiony jego łaskawością.

Pod latarnią
Profesor Sid Watkins, który przez wiele lat pełnił rolę głównego lekarza F1, a z biegiem czasu zaprzyjaźnił się z Senną, anegdotami o tym, jakim człowiekiem był Brazylijczyk, mógł sypać niczym z rękawa. Jedna z historii pochodzi z 1984 roku, gdy Ayrton miał problemy zdrowotne. Zjawił się w London Hospital i czekał grzecznie w poczekalni na wizytę u profesora. – W pewnym momencie na wózku inwalidzkim popychanym przez Sennę wjechała do gabinetu starsza Hinduska – wspominał Watkins. – Ayrton przywitał się ze mną, po czym obrócił na pięcie i wrócił do kolejki.

Przy innej okazji Watkins przytoczył zdarzenie, które miało miejsce w Brazylii. – Byłem u Ayrtona na farmie. W nocy przeszła koszmarna burza. Wszystko wysiadło. Chciałem zadzwonić do żony, do Szkocji. Powiedziałem mu, że „muszę zatelefonować”. Odparł „OK”. Wsiedliśmy do napędzanego na cztery koła samochodu i pomknęliśmy przez błota do odległej o jakieś 45 kilometrów mieściny. Gdy ja szukałem budki, jego dopadła chmara dzieciaków i chociaż było ciemno, Ayrton stał pod ledwo świecącą uliczną latarnią i przez pół godziny rozdawał autografy. Niezwykły człowiek – stwierdził Watkins z szerokim uśmiechem na twarzy.

Perfekcja i pamięć
Jedną z immanentnych cech Ayrtona Senny był dążenie do perfekcji. Wiele razy bywało tak, że w trakcie kwalifikacji Brazylijczyk wykręcił czas, który pozostawał poza zasięgiem jego rywali. Mimo tego i tak wracał na tor. Dlaczego? Oddajmy głos Peterowi Warrowi, szefowi ekipy Lotusa: – Ayrton tłumaczył mi to tak: „Przejechałem okrążenie, które co prawda było lepsze od wyników pozostałych kierowców, ale stać mnie na więcej. Zamierzam trochę tutaj posiedzieć, pomyśleć, a potem wykręcić takie kółko, jakie chcę osiągnąć”. Nie sądzę, żeby ścigał się ze sobą, myślę, że to było nieustanne dążenie do perfekcji.

Do legendy przeszła niesamowita pamięć Brazylijczyka, która szła w parze z dbałością o szczegóły. – Ayrton posiadał fotograficzną pamięć. Potrafił odtworzyć z pamięci cały wyścig, okrążenie po okrążeniu. Po wyścig w Meksyku Senna usiadł z nami i rozpoczęła się nasiadówka. Chłopcy zerkali tylko na siebie, zastanawiając się: „Boże, kiedy to się skończy?” – opowiadał Bob Dance, który w ekipie Lotusa pełnił funkcję głównego mechanika.

Umysł
– Podczas naszych pierwszych wspólnych testów w Rio de Janeiro mieliśmy w samochodzie niewielkie ciekłokrystaliczne przyrządy służące do odczytywania różnych parametrów. Było ich z jedenaście i chłopcy z Renault poprosili, żeby Ayrton powiedział im, co widzi na nich podczas jazdy. Odparł: „Zrobimy tak. Najpierw odczytam połowę, potem drugą”. Pomyślcie tylko, jadąc po torze z duża prędkością i mknąc przez kolejne zakręty, trudno patrzeć na przyrządy, ale to była jego dbałość o szczegóły, zdolności umysłowe, które posiadał. Z czymś takim trzeba się urodzić – podkreślał, nie kryjąc podziwu dla umiejętności Brazylijczyka, Bob Dance.

O zaskakujących zdolnościach umysłowych Senny mówiło się dużo wcześniej zanim trafił do F1. – Jego świat poruszał się jakby w zwolnionym tempie – stwierdził Robin Green z zespołu Rushen-Green, w barwach którego Ayrton w 1982 roku ścigał się w Formule Ford 2000. – Przychodził i mówił, że „wchodząc w taki a taki zakręt prawe przednie koło zachowuje się tak, lewe przednie tak, prawe tylne tak, natomiast lewe tylne tak”.

Pełna koncentracja
A wpadlibyście na coś takiego? – To były kwalifikacje na Monzy i plan był taki, że członkowie ekipy stoją na stanowisku dowodzenia i próbują ocenić ruch na torze – innymi słowy ocenić, kto jest na okrążeniu zjazdowym, kto na wyjazdowym, a kto właśnie kręci szybkie kółko. No i oczywiście, kto w jakim miejscu się znajduje. W odpowiednim momencie dawaliśmy Ayrtonowi znak, żeby mógł przejechać czyste kółko – to oczywiście był jego pomysł – opowiadał Gordon Murray, niegdyś pełniący rolę głównego projektanta w McLarenie.

– Zwykle trwało to jakieś 10 minut, ale tym razem przeciągnęło się do pół godziny. W takich momentach większość kierowców pęka i potrzebuje trochę czasu, żeby pozbierać się mentalnie przed złożeniem szybkiego kółka. Na domiar złego zdarzyło nam się parę falstartów, a gdy wreszcie pojawiła się okazja, Ayrton przez 30 sekund wpatrywał się przed siebie, po czym wyjechał z alei serwisowej i poprawił się na tyle, żeby sięgnąć po pole position. Gdy wrócił do garażu, nie było u niego widać najmniejszych oznak stresu! – zakończył Murray.

Szósty zmysł
W deszczu Senna posiadał szósty zmysł. Jego występy na mokrym torze czy też w zmieniających się warunkach stanowią absolutną klasykę Formuły 1. Wszyscy oczywiście pamiętamy Monako z 1984 roku, gdzie eksplodował talent Brazylijczyka. Gerard Ducarouge przybliży nam jednak niewiarygodny występ Senny na portugalskim torze Estoril, gdzie Senna w dominującym stylu sięgnął po swoje pierwsze zwycięstwo. – Oczywiście miał już za sobą kilka niezłych wyścigów, ale Portugalia stanowiła prawdziwy majstersztyk! Warunki były koszmarne. W niektórych miejscach stały kałuże. Alain Prost zaliczył piruet na prostej startowej, tymczasem Ayrton jak gdyby nigdy nic wyprzedzał innych w zakrętach, zarówno od wewnętrznej, jak i po zewnętrznej – podkreślał projektant Lotusa.

– Nie widać, żeby tył jego samochodu się ślizgał – ciągnął Ducarouge. – Nie widać ani zbyt wiele podsterowności, ani nadsterowności. Jak można coś takiego zrobić? Nie mam pojęcia. W jego samochodzie nie było niczego szczególnego, miał takie same opony jak inni i powtórzę to jeszcze raz: w porównaniu z innymi wyglądało to tak, jakby jechał po suchym torze.

Donington
Wyjątkowe miejsce w wyścigowym życiorysie zajął wyścig na torze Donington, który odbył się w 1993 roku. Biorąc pod uwagę przewagę sprzętową Williamsa, Brazylijczyk nie miał prawa wygrać tego wyścigu. Stało się jednak inaczej, a pierwsze okrążenie okazało się jednym z najwspanialszych momentów w karierze Senny. Głos ma Karl Wendlinger, zasiadający wówczas w kokpicie Saubera.

– W pierwszym zakręcie byłem trzeci, on jechał za mną – wspominał Austriak. – Potem pędziliśmy w dół przez szybki lewy łuk. Po porannej rozgrzewce wiedziałem, że można tam pojechać pełnym gazem nawet w deszczu, pomyślałem sobie jednak, że to dopiero pierwsze okrążenie i trochę odpuszczę. I wtedy Ayrton przemknął obok mnie na pełnym gazie po zewnętrznej. Zaskoczenie? Właściwie byłem zszokowany. Jak mógł objechać mnie po zewnętrznej? Nie wiem… Po prostu miał ogromną wiarę w swoje umiejętności, zwłaszcza w deszczu. Pod koniec okrążenia, na prostej przed nawrotem, wyprzedził Prosta, przejmując prowadzenie.

Poezja w ruchu
Senna posiadał wyjątkowe zdolności adaptacyjne i to bez względu na to, czy chodziło o samochód F1, maszynę z wyścigów długodystansowych, czy rajdówkę. W 1986 roku na walijskiej prowincji Brazylijczyk zaprezentował tę umiejętność w pełnej okazałości. – Po wpadce w pierwszym zakręcie, po której wylądował w rowie, zareagował. Parę razy wszedł w zakręt zachowując mały limit, po czym przeszedł do pełnego ataku, jeżdżąc poślizgami i dobierając właściwe biegi w odpowiednich miejscach. To był poezja w ruchu – zachwycał się Phil Collins, regularny kierowca rajdowego Forda Sierry Cosworth, któremu podczas testu przyszło wystąpić w roli pilota Senny.

Charyzma
Brazylijczyk uchodził za najszybszego kierowcę wszech czasów. Jego kwalifikacyjne występy, zwłaszcza na torach ulicznych, rzucały rywali na kolana. Czasami jego szybkość była wręcz przerażająca. Tak było m.in. w Monako w 1988 roku, gdzie pojawiły się dodatkowo elementy metafizyczne. Bez względu na to, co stało za przewagą Ayrtona, to był absolutny nokaut – 1,4-sekundowa starta Prosta w identycznym  samochodzie na nieco ponad trzykilometrowej pętli mówi wszystko. – Wiem, że Senna w każdym zakręcie jest ode mnie szybszy, ale jakoś nie zmusza mnie to do podejmowania większego ryzyka – skwitował Francuz.

Jednym z tych elementów, które decydowały o wyjątkowości Senny, była niezwykła charyzma. – Nigdy nie miałem okazji z nim pracować, ale obserwowałem go z daleka. Był niezwykle charyzmatyczną, głęboką osobą pod względem religii i swoich przekonań – podkreślał Ross Brawn. – Wielokrotnie zachwycał jako kierowca – Donington w 1993 roku było niewiarygodne – i do tego miał tę aurę wokół siebie. Żaden ze współczesnych kierowców nie jest w stanie tego powtórzyć.

Bóg
W życiu Ayrtona Senna szczególne miejsce zajmowała religia, stanowiąca dla niego fundament. Nie chodziło o wiarę na pokaz, lecz autentyczną, głęboką potrzebę obcowania z Bogiem. – Po awanturze z Alainem Prostem na Suzuce w 1989 roku spotkałem Ayrtona siedzącego w naszych pomieszczeniach – wspominał John Connor, który w tamtym okresie był szefem marketingu w koncernie Philip Morris. – Sądziłem, że studiuje przepisy, licząc na znalezienie jakiegoś kruczka, który pozwoli mu jeszcze zmienić wyniki. Tymczasem on czytał Biblię.

Senna uchodził za gorliwego katolika, mającego skłonności do wchodzenia w dysputy filozoficzne, co cytowany wyżej Connor podał w wątpliwość. – Był religijny, ale właściwie nie wiem, jaką religię wyznawał. Na jego pogrzebie mieliśmy takie małe naklejki z krzyżem. W ostatniej chwili pojawiła się jego siostra, prosząc, żebyśmy je zdjęli, więc może nie był katolikiem. Podskórnie, jakoś bardziej wyczuwałem w nim protestanta – powiedział. Warto w tym miejscu dodać, że spekulacji na temat wyznania Ayrtona jest więcej, koniec końców najistotniejsze jest to, że Bóg i religia stanowiły dla Brazylijczyka fundament, na którym budował swoje życie. – Nic nie może mnie rozdzielić od miłości Boga – czytamy na nagrobku w São Paulo.

Zmęczony i przybity
Weekend na torze Imola rozpoczął się od wstrząsającej kraksy Rubensa Barrichello. Szczęśliwie młody Brazylijczyk wyszedł z kraksy bez szwanku. W sobotę zginął Roland Ratzenberger. Śmierć Austriaka wstrząsnęła trzykrotnym mistrzem świata. – Na odprawie kierowców w niedzielny poranek Senna siedział z tyłu. Zwykle po wszystkim zamienialiśmy parę słów – opowiadał Sid Watkins. – Minuta ciszy dla Rolanda kompletnie rozbiła Ayrtona. Zaczął płakać. Kilkakrotnie na niego spojrzałem i widziałem, że jest bardzo zdenerwowany. Potem wyszedł, nie czekając na mnie. Mam w swoim albumie takie zdjęcie Ayrtona sprzed startu. Siedzi w kokpicie bez kominiarki i wygląda zupełnie inaczej niż zwykle. Na jego twarzy widać zmęczenie i kompletny smutek – zauważył profesor.

Najlepszy na świecie
Zanim Ayrton ruszył do swojej ostatniej bitwy, zdążył jeszcze pojednać się ze swoim wielkim rywalem, Alainem Prostem. – Byłem zaskoczony, bo z reguły mijał mnie bez słowa, a tym razem zaczęliśmy rozmowę, w trakcie której odłożyliśmy na bok wszystkie animozje – przyznał później Francuz. Napisał też list do rodziców Rolanda Ratzenbergera. Chciał wygrać ten wyścig i zadedykować zwycięstwo Austriakowi, ale śmierć zniweczyła jego plany, pogrążając w żałobie miliony ludzi na całym świecie.

Na koniec oddamy głos Stefanowi Johanssonowi, który przez chwilę był kolegą Ayrtona w ekipie Toleman. – To był tego rodzaju człowiek, że gdyby nie został najlepszym kierowcą wyścigowym świata, mógłby być najlepszym bankierem świata, albo stać się najlepszym w tym, czym tylko zechciałby się zająć – stwierdził Szwed.

Cytaty pochodzą z książek „Memories of Ayrton Senna” (Christopher Hilton, 2011) oraz „Ayrton Senna: All His Races” (Tony Dodgins, 2014).

O Rolandzie Ratzenbergerze, którego rocznica śmierci przypada 30 kwietnia, możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Recenzja książki „Wieczny Ayrton Senna”, która niedawno ukazała się na polskim rynku (Wydawnictwo SQN).

Wspomnienia autorstwa Roberta Smoczyńskiego z poprzednich lat:
Wspominając Sennę
Senna od A do Z
Dzięki, Ayrton!

8 KOMENTARZE

  1. Artykuł ani film o Ayrtonie są niepotrzebne. Wszystko widać w jego oczach. Przyjrzyjcie się każdej fotografii, na których je widać. Niezwykły człowiek.

  2. Jak zwykle dobry tekst. Wiem w jakich warunkach i w jakiej dacie pisany. Mimo wszystko zabrakło mi w nim trochę tej „ciemnej strony mocy” po której Ayrton czasami się znajdował. Tak, wiem to niezwykły człowiek o niezwykłych umiejętnościach. Mimo wszystko pare komentarzy jego kolegów z padoku dotyczących jego bezwzględności też by się tutaj przydało – szczególnie po to, żeby lepiej zobaczyć kompletny obraz wielkiego mistrza.

  3. Genialny tekst! Nie ujmując talentowi i charyzmy Senny jego popularność wynika po części z tragedii jaka go spotkała (na torze) i jego wrażliwości. Nie mam jednak wątpliwości co do talentu i niezwykłości Ayrtona. Wyścigowy geniusz wszech czasów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here